Czy jesteś odpowiedzialny za swoje nieszczęście?

Czy jesteś odpowiedzialny za swoje nieszczęście?
Dziś poruszam trudny temat. Jeśli akurat boli Cię głowa albo ktoś ostatni wbił Ci nóż w plecy i jeszcze się po tym nie pozbierałeś – nie czytaj tego tekstu. Wiem, wiem, niezbyt marketingowe podejście z mojej strony, ale za to szczere.

„Weź odpowiedzialność za swoje szczęście” – często spotkałam się z takim zdaniem w artykułach czy książkach rozwojowych. Innymi słowy: zadbaj o siebie, zadbaj o swoje potrzeby, zaopiekuj się sobą, pomóż sobie, wesprzyj siebie, czyli pomóż sobie poczuć szczęście.

I osobiście podpisuję się pod tą wskazówką. Popieram. I sama zresztą o tym trajkoczę jak katarynka, tylko że ja nazywam to jednym wyrazem: „autoempatia”.

Jednak ta moneta ma dwie strony.

Z jednej oczywiście weź odpowiedzialność za swoje szczęście.
Ale z drugiej weź odpowiedzialność także za swoje nieszczęście.

Dopiero obie te połówki tworzą bardzo pomocną w rozwoju całość. Zawsze skupiam się na tej pierwszej, pozwolisz więc, że dziś dla równowagi poruszę tę drugą.

No to jadziem od razu z grubej rury:

Podobnie jak możemy wiele dla siebie zrobić, żeby poczuć szczęście, istnieje także wiele rzeczy, które robimy tylko po to, żeby poczuć nieszczęście. Żeby poczuć się mało ważną, ignorowaną, zagubioną, bezradną istotą w niebezpiecznym świecie, wypełnionym nieprzyjaznymi obcymi ludźmi.

„Ot wymyśliła! Po kiego grzyba miałbym chcieć tak się poczuć? Przecież ja tego właśnie nie chcę czuć!” – pomyślisz całkiem słusznie. Spokojnie, już wyjaśniam.

Otóż owszem, oficjalnie chcemy czuć szczęście, i nie chcemy cierpieć. Jasne. Jednak mniej oficjalnie, to, co nas mocno przyciąga, to nie zawsze tylko i wyłącznie szczęśliwość, ale także TO, CO ZNAJOME. Bez względu na to, czy owo znajome nas uszczęśliwia, czy rzuca nam kłody pod nogi.

Nasze wybory często zamiast przesiewać przez sito „doda mi szczęścia” / „doda mi nieszczęścia”, my przesiewamy przez „znajome/obce”. I grawitujemy zdecydowanie ku temu pierwszemu.

Nawet nie chodzi tu o to, że znajome nie wymaga nauki, tak jak to, co obce. Chodzi o coś więcej. Bo trzeba zaznaczyć, że Twoja znajomość tematu to nie tylko wiedza, z czym masz do czynienia. Jest też wiele innych czynników, których zazwyczaj w ogóle nie bierzemy pod uwagę, a które wywierają na nas olbrzymi wpływ.

To chemia (zwłaszcza hormony stresu), którą produkuje Twój ogranizm od lat, którą umie przerabiać, do której przywykł, na którą reaguje jak na swoją normę, która może w dziwacznie pokrętny sposób sprawiać jakiś rodzaj przyjemności, a nawet od której można się uzależnić.

To także przewidywalny plan dnia, plan działania, dobrze wydeptane ścieżki, na których się nie gubisz.

To także emocje, na których lądujesz jak wprawiony pilot na dobrze mu znanym lotnisku.

To też dobrze przyswojony schemat relacji międzyludzkich. Wiesz komu zaufać, komu nie, kto tu jest „tym dobrym”, a kto „tym złym”, kto jest ofiarą, a kto katem.

To wreszcie też Twoje osobiste i swojskie sposoby na relaks w tej sytuacji: telewizor, piwo wieczorem, narzekanie na okrutny świat, albo choćby ciągłe obwinianie „tego złego”.

„No racja, przeżyłem wiele nieprzyjemnych chwil w przeszłości, ale to jeszcze nie znaczy, że teraz chcę je znowu odtwarzać! Wręcz przeciwnie, chcę żeby teraz było inaczej, lepiej, o tę inność ciągle walczę, przecie!” – znowu powiesz słusznie.

Wiem i chwała Ci za to, nie ustawaj w swych staraniach, jednak przebywanie w nieszczęściu to nie tylko coś, co doświadczyłeś kiedyś tam. To, co przeżyłeś, wpływa na Twoje to, co spodziewasz się przeżyć w (nie)dalekiej przyszłości.

Weźmy taki przykład, załóżmy, że przesiąkłeś atmosferą krytyki, odrzucenia, zaniedbywania i ignorowania Twoich potrzeb. W konsekwencji gdzieś w Tobie może tkwić założenie, że jesteś ORAZ będziesz krytykowany, odrzucony i ignorowany. Wierzysz, że podobnie jak było, tak i będzie w przyszłości. Spodziewasz się odrzucenia, bo do takich „ustawień” przywykłeś. Z Twojej subiektywnej perspektywy tak właśnie wygląda świat, że inni Cię odtrącają.

Co więcej!

Nie dość, że zakładasz, przewidujesz, jesteś przekonany i wierzysz w to, że inni będą Cię odtrącać, tak jak to się działo w przeszłości, Ty także widzisz to odtrącanie nawet tam, gdzie go nie ma.

Przez pryzmat nieprzyjemnych doświadczeń, neutralną lub sprzyjającą Ci rzeczywistość interpretujesz w taki sposób, w jaki zwykłeś to robić latami – a przez to staje się ona wroga.

W ten oto sposób sami też tworzymy swoje nieszczęście. Mimo że bardzo tego nie chcemy, sami aktywnie przyczyniamy się do własnych trudności. Przyciągamy dokładnie to, czego mamy dość, co nas najbardziej boli i to, od czego pragniemy się odsunąć jak najdalej.

Czy chcę przez to powiedzieć, że inni ludzie nigdy nas nie okłamują i nie odtrącają i nie krytykują, a my to sobie tylko wymyślamy?

A gdzież tam! Jasne, że nie. Okłamują i krytykują i robią wiele innych bezinteresownie wrednych rzeczy.

Chcę jednak Ci powiedzieć – weź odpowiedzialność za swoje nieszczęście, bo najprawdopodobniej w jakimś stopniu (jasne że nie w całości) sam też się do niego przyczyniasz. Sam je prowokujesz. Sam je zapraszasz do swego życia. (O tym, że oczekiwania lubią spełniać się same, poczytasz tu, zapraszam.)

I teraz uwaga, jedzie ważne: „wziąć odpowiedzialność za swoje nieszczęście” to NIE TO SAMO co „zacząć siebie obwiniać za całe zło, które Cię spotkało”.

Podobne to to do siebie mniej więcej tak samo jak krzesło i krzesło elektryczne. Także zostańmy przy tym pierwszym.

Odpowiedzialność za to, co robisz wygląda następująco:

  1. Otwierasz oczy, zauważasz coś, co robisz, nawet jeśli jest to obserwacja wysoce niemiła dla Ciebie, to i tak ją sobie cenisz – za prawdziwość.

  2. Starasz się zrozumieć to, co zauważyłeś, i tu pomocne są takie teksty jak ten (trochę bezwstydnej autopromocji nie zaszkodzi ;-) ).

  3. Filtrujesz ową obserwację i zrozumienie pod kątem: pomocne / niepomocne, rozwojowe / nierozwojowe, A NIE pod kątem: czyni to ze mnie dobrego człowieka / czyni to ze mnie bardzo złego człowieka, albo powinnam się tym chwalić na fb / powinnam się tego wstydzić i ukrywać.

  4. Zdobywasz się na tę ogromną odwagę, żeby przyznać się przed sobą: „tak, to możliwe, że sam też przyczyniam się do mojego nieszczęścia, po części sam sobie utrudniam życie”.

  5. Dodajesz sobie sił przez autoempatię, auto-wsparcie, auto-przyjaźń, auto-granie-ze-sobą-do-jednej-bramki, bo to TEN czas, kiedy wewnętrznego sojusznika potrzebujesz najbardziej.

  6. I zastanawiasz się, co możesz zacząć robić albo co możesz przestać robić, żeby nie działać na bardzo dawno temu ustawionym autopilocie o wątpliwych umiejętnościach, ale samemu świadomie i aktywnie przejąć stery po to, żeby dolatywać do o wiele ciekawszych celów.


Ufff.. mówiłam, że nie będzie lekko. Człowiek to skomplikowana istota, prawda? To chyba wniosek, do którego dochodzę najczęściej z tak samo wielkim zdumieniem za każdym razem.

Ale! Jeżeli tu nadal jesteś – po pierwsze i najważniejsze: jestem pod wrażeniem Twojego zdeterminowania i odwagi! Brawa dla Ciebie.

Po drugie, tak zupełnie szczerze, to czuję się niepoważnie, mając Cię przy tak głębokim i osobistym temacie prosić o zostawienie komentarza. Dlatego znowuż zrobię mało marketingowy manewr i powiem Ci – jeśli czujesz się z tym komfortowo, to oczywiście zostaw komentarz, ale ważniejsze niż komentarz będzie to, że przemyślisz i przegryziesz się z tym dzisiejszym trudnym tematem niekoniecznie dzieląc się swoimi myślami na internetach.

Po trzecie – bardzo Ci dziękuję za uwagę.

Chcesz się nauczyć, jak podchodzić łagodnie i empatycznie do siebie i do innych?

Zapisz sie do newslettera

i zyskaj dostęp do darmowego mini-kursu
„Jak rozmawiać ze sobą i z innymi, żeby się dogadać, zrozumieć i nie ścigać na argumenty”

po prostu podaj adres email i gotowe :-)

Strona używa plików cookies do prawidłowego funkcjonowania, do celów analitycznych, marketingowych, społecznościowych. Pełna lista cookie wraz z ich opisem znajduje się w Polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na pliki cookies, kliknij w przycisk „Rozumiem i akceptuję”.

Nie zamykaj tego okna, treść Polityki Prywatności właśnie się wczytuje. Zza chwilkę się tutaj pojawi.