Odpuść sobie to, co Ci nie służy i zacznij żyć autentyczniej, prawdziwiej, a przez to szczęśliwiej

Odpuść sobie to, co Ci nie służy i zacznij żyć autentyczniej, prawdziwiej, a przez to  szczęśliwiej

„Kiedy chcesz zebrać swoje pomysły, trudne do zapamiętania i nadal nie do końca jasne, to trochę tak, jakbyś próbował zbudować domek z kart. A kiedy jeszcze ktoś Ci przeszkadza, to łatwo o czymś zapomnieć. Dlatego wymyśliłem kolejny mit wokół mojej osoby: jestem aktywnie nieodpowiedzialny. Jeśli ktokolwiek ma do mnie jakąś administracyjną prośbę, to odpowiadam: „Nie ma mowy, nie obchodzi mnie to”. Jestem samolubny. Chcę po prostu popracować nad moją fizyką.“

Richard Feynman – o pracy na uniwersytecie

Jak Ci się widzi taka postawa? Egoizm? Wariactwo? A może raczej autoempatia?

Aktywnie nieodpowiedzialny – tak o sobie mawiał Richard Feynman. Dla tych, którym to nazwisko z niczym się nie kojarzy już wyjaśniam. To jeden z najznakomitszych fizyków teoretycznych. Brał udział w Projekcie Manhattan, a w 1965 roku dostał Nobla za swój wkład w rozwój elektrodynamiki kwantowej, czy czegoś równie onieśmielająco skomplikowanego.

Oprócz tego, że był wyjątkowym naukowcem, był też niezwykłym człowiekiem. Uwielbiany jako profesor, przyciągał na swoje wykłady tłumy. Był bardzo ciekawym człowiekiem, którego na szczęście można także dziś posłuchać i poczytać. I to on zaintrygował mnie swoim stwierdzeniem: „aktywnie nieodpowiedzialny”.

Nie każdy może sobie na taki odsiew pozwolić. Nie sugeruję też, żebyś od razu odpowiadał: „nie ma mowy, nie obchodzi mnie to”, kiedy Twój pies rzucił Ci smycz pod nogi, albo policjantowi, który właśnie wręcza Ci mandat za przekroczenie dozwolonej prędkości.

Zaintrygował mnie jednak pomysł przesiania swojego życia przez sito z hasłem „aktywnie nieodpowiedzialny” na ustach. Bo coś odsiać na pewno się da.

Gdzieś we mnie budzą się ciągotki do minimalizmu i niechęć do gromadzenia. Być może właśnie z tego powodu pomysł sita od razu wydał mi się znajomo ciekawy. Odkąd pamiętam, zawsze lekką ręką wyrzucałam ubrania, których nie noszę, muzykę, którą przesłuchałam tylko raz, czy filiżanki, które po prostu nie zadowalają mnie estetycznie.

Ale przez sito przesiewam też wiele niematerialnych spraw. Oto dwa, być może kontrowersyjne, przykłady, którym nie pozwalam burzyć mojej delikatnej konstrukcji z kart. Przyznaję – w tych dwóch aspektach jestem aktywnie nieodpowiedzialna:

  1. Bycie „na bieżąco”

    Przez moje sito przelatują medialne, krzykliwe doniesienia. Zdecydowałam się kompletnie ignorować historie polityczno-obyczajowo-celebrycko-sensacyjne. Nie tracę na nie ani czasu, ani uwagi, ani pieniędzy. Czasami wyobrażam sobie medialne doniesienia jako wielką salę, na której toczy się bal nad bale. Przepięknie poubierane postaci bawią się świetnie w wytwornym wnętrzu, częstując się finezyjnymi spécialité de la maison. I kiedy ja miałabym kupić gazetę, czy obejrzeć wiadomości – to trochę tak, jakbym wchodziła na tę wielką salę jako widz. Dostaję twarde krzesełko i mogę jedynie usiąść za balustradą i poprzyglądać się. Oczywiście, mogę się denerwować, płakać, śmiać się, złościć, albo dziwić. Ale nic więcej. Moja obecność niczego nie wnosi, niczego nie zmienia. Poza jednym, istotnym faktem – zapłaciłam za wejściówkę, czyli zasponsorowałam uczestnikom balu przekąski na przystawkę.

    Medialne sensacje to bal tylko dla uczestników. I jeśli chodzi o mnie, to kradną mój czas i rozpraszają uwagę, którą przecież mogę zainwestować w coś o wiele bardziej pozytywnego, rozwojowego i pomocnego.

  2. Alkohol i takie tam inne

    Do tego, że nie lubię i nie piję alkoholu, kiedyś nie przyznałabym się tak otwarcie – chyba ze względu na tę całą otoczkę, jaka się wokół niego wytworzyła. Ja się pod nią nie podpisuję i odrzucam całą kulturę korzystania z używek jako stylu życia. Zamieniam ją za to na kulturę picia kawy Inki z mlekiem i syropem klonowym :-) Co raczej nie jest zbyt popularne, ale za to w moim przypadku bardzo autentyczne.

    Ani mój umysł, ani moje ciało nie potrzebują używek do niczego. Te nie rozwiązują żadnych problemów, co najwyżej tworzą nowe. Nie przybliżają do świadomości, równowagi, spokoju, czy szczęścia – stąd też widzę je jedynie jako stratę cennego czasu. Dlatego używki swobodnie przelatują przez moje sito.

Na te dwa przykłady mówię jak Feynman: „nie ma mowy, nie obchodzi mnie to” – i dzięki temu o wiele lepiej się czuję. Autentycznie, prawdziwie i szczęśliwie.

Dlatego ponowię pytanie: jak Ci się widzi taka postawa? Egoizm? Wariactwo? A może jednak autoempatia?

Na moje oko to opcja trzecia wygrywa. U Feynmana, u mnie, czy u kogokolwiek innego, kto oddala się od tego, co mu szkodzi, a przybliża do tego, co pomaga.

A Ty? Co byś najchętniej przesiał przez wielkie sito i stał się w tej kwestii aktywnie nieodpowiedzialny?


Podobał Ci się ten tekst? Daj znać w komentarzu :-)

Wsparcie:

  • Richard Feynman: „Pleasure of finding things out”

Chcesz się nauczyć, jak podchodzić łagodnie i empatycznie do siebie i do innych?

Zapisz sie do newslettera

i zyskaj dostęp do darmowego mini-kursu
„Jak rozmawiać ze sobą i z innymi, żeby się dogadać, zrozumieć i nie ścigać na argumenty”

2 proste kroki:
Podaj adres email, a następnie kliknij w email potwierdzający, który do Ciebie wyślę :-)

Strona używa plików cookies do prawidłowego funkcjonowania, do celów analitycznych, marketingowych, społecznościowych. Pełna lista cookie wraz z ich opisem znajduje się w Polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na pliki cookies, kliknij w przycisk „Rozumiem i akceptuję”.

Nie zamykaj tego okna, treść Polityki Prywatności właśnie się wczytuje. Zza chwilkę się tutaj pojawi.