Jeśli chodzi o Twój rozwój – daj sobie spokój z produktywnością

Jeśli chodzi o Twój rozwój – daj sobie spokój z produktywnością

Kiedy dostaję wiadomości od moich czytelników, w których skarżą się na to, jak ciężko im idzie rozwój, jak bardzo nie zauważają swoich postępów, jak bardzo tracą do siebie cierpliwość – ja widzę jedno: że kultura wysokiej produktywności przesiąkła tę jedną dziedzinę życia, w której traci na wartości: w uzdrawianiu swojego życia.

Dlaczego produktywność nie pomaga Ci w rozwoju

Produktywność stała się naszą wartością, celem, środkiem i sposobem życia.

Planujemy, organizujemy, zapisujemy każdą kratkę w kalendarzu i ogarniamy siebie tak, żeby nasze codzienne życie było jak najbardziej produktywne.

Tak ustawiamy sobie codzienność. Tak przyzwyczailiśmy się podchodzić do swojej pracy. I ten sam sposób podejścia do siebie przenosimy na inne obszary życia:

  • odpoczynek
  • hobby,
  • rozwój.

I tu zaczyna się problem.

Dlaczego?

A no dlatego, że rozwój to inaczej uzdrawianie swojego życia. A uzdrawianie nie działa pod dyktando kalendarza, trendów czy organizerów. To nie jest zadanie do odhaczenia. Ani też checklista od odpunktowania.

Uzdrawianie swojego życia dotyka obszarów, które najbardziej Ciebie bolą, które wywołują u Ciebie strach, wstyd, czy żal. Które odsłaniają Cię w najbardziej bezbronnej i delikatnej wersji.

Jeśli w takim momencie podchodzisz do siebie ze stoperem i organizerem, to zaczyna się dziać coś mało pomocnego.

Wystarczy, że spóźnisz się z jakimś terminem, albo nie odhaczysz zadania (a tak się stanie na pewno, bo przecież ludzkie emocje, potrzeby, odczucia i myśli nie znają się na zegarku ani planerach) i łapiesz siebie na:

  • samokrytyce,
  • porównywaniu się do innych,
  • stresowaniu siebie,
  • straszeniu siebie,
  • narzekaniu na siebie,
  • umniejszaniu swojej wartości,
  • pośpieszaniu siebie,
  • braku cierpliwości do siebie i swojego rozwoju,

i tak dalej, jest tego oczywiście więcej.

I to nie dlatego, że nic nie robisz, że się nie rozwijasz, nie czytasz kolejnej książki, czy bloga. Bo przecież to wszystko robisz.

Pracujesz nad swoim rozwojem. Odrabiasz swoją pracę domową. A mimo to samokrytyka i samoodrzucenie mają się świetnie, a wymogi produktywności napędzają tę całą machinę.

Czemu produktywność bardziej szkodzi niż pomaga

Kiedy myślisz że:

  • musi być widoczny efekt, najlepiej jak najszybciej,

  • musisz się czuć lepiej,

  • musisz pokonywać barierę za barierą, jak biegacz płotki,

  • musisz przeć do przodu każdego dnia,

  • musisz dorównać innym, albo jeszcze lepiej! – swoim własnym wyobrażeniom co do efektów, jakie muszą przynieść Ci Twoje rozwojowe poczynania,

to zaczynasz:

  1. ignorować swoje uczucia, to jak się czujesz i co czujesz,

  2. wymagać od siebie, żebyś się czuł inaczej niż czujesz autentycznie,

  3. ignorować swoje ciało, w jakim jest stanie, czego potrzebuje,

  4. otaczać wszystko brakiem bezwarunkowej empatii, ciepła, zrozumienia, poczucia bezpieczeństwa, czy łagodności.

Uwaga, bo jedzie ważne: Chciałabym, żebyś teraz wziął głęboki oddech i spojrzał na te 4 punkty jeszcze raz. Powiedz mi, czy czegoś Ci nie przypominają?

Na przykład tych wszystkich nieciekawych doświadczeń z dzieciństwa, kiedy właśnie w ten sposób Ciebie traktowano? Dokładnie tych doświadczeń, które nauczyły Cię samoodrzucenia, a potem zmotywowały by sięgnąć po rozwojowe książki / kursy / blogi?

Bo czy właśnie Twoje koszmary z przeszłości – te same, co kiedyś podcięły Ci skrzydła – przypadkiem nie polegały na tym, że:

  • Twoje uczucia były unieważniane?

  • Okazywałeś co innego, niż autentycznie czułeś?

  • Ignorowaneś to, co mówiło Twoje ciało?

  • I gdzieś w tym wszystkim rozpaczliwie brakowało bezwarunkowej empatii, ciepła, zrozumienia, poczucia bezpieczeństwa, czy łagodności?

A wszystko po to, żeby osiągąć z góry założony cel z góry określonym czasie i miejscu?

No właśnie… dlatego, jeśli wymagasz od siebie produktywności w uzdrawianiu swojego życia, możesz zapędzisz siebie w kozi róg.

Do rozwoju nie potrzebujemy produktywności, ale czegoś innego

„No tak, a niby jak mam się rozwijać, nie mając nad sobą jakiegoś bata? Jak mam nie mierzyć swoich osiągnięć? Jak mam nie pilnować tempa? Przecież wtedy to w ogóle palcem nie kiwnę!” – przyszło Ci na myśl.

Żeby odpowiedzieć Ci na to bardzo uzasadnione pytanie, poproszę Cię, żebyś coś sobie wyobraził.

A konkretnie, dwie wersje osoby Tobie bliskiej, Twojego przyjaciela / przyjaciółki, partnera / partnerki, kogoś bliskiego.

  1. Pierwsza wersja tej osoby stawia na Twoją produktywność.

    Wymaga od Ciebie ukończenia określonych zadań na dany termin z zadawalającym efektem.

    Ocenia Twoją organizację pracy, rozplanowanie i rezultaty końcowe.

    Odhacza wykonane zadania, przydziela punkty.

    Porównuje do innych.

    Krytykuje za niedoróbki, opóźnienia, wady.

    Osądza Twoje wyniki.

    I rozdaje swoje wsparcie, akceptację, i sympatię wedle osiągów, im lepsze – tym więcej akceptacji, im gorsze – tym mniej.

  2. Druga wersja obejmuje Cię ramieniem i od wstępu daje Ci bezwarunkową akceptację i ciepło, niezależną od wyników.

    Wspiera Cię, dopinguje, pomaga, i otacza poczuciem bezpieczeństwa.

    Mówi Ci: „przy mnie możesz być silny, i możesz być słaby, i tak stoję za Tobą murem. Nie jestem tu dla osiągów, jestem tu dla Ciebie.”

I teraz zastanówmy się, przy której osobie rozwijasz skrzydła? Przy której otwierasz się? Rozluźniasz? Ujawniasz? Wychodzisz ze swojej skorupy? Łapiesz równowagę? Czyli – przy której się rozwijasz?

Twoja praca domowa w tym temacie:

Pisząc ten tekst, chciałabym zaprosić Ciebie do wykonania pewnej roboty umysłowej. Zastanów się:

  1. Czego zabrakło w Twoim dzieciństwie? Innymi słowy, z czego chcesz leczyć swoje obecne życie? Czy przypadkiem nie było to traktowanie Ciebie jak rzeczy (a nie jak człowieka), która ma przyjąć określoną formę i kształt, przy jednoczesnym zignorowaniu Twoich potrzeb i emocji?

  2. Oraz czy nie powtarzasz podejścia do siebie, jakiego doświadczyłeś dawno temu? Czy nie powielasz krzywd, których doznałeś dawno temu? Czy nie robisz sobie tego, co Tobie było niemiłe?

Jak to już kiedyś tłumaczyłam w innym tekście, nasze dzieciństwo nie może się skończyć bezurazowo. Nawet najbardziej uważni i świadomi rodzice czy opiekunowie nie są w stanie doprowadzić nas do dwudziestki w nieuszkodzonym stanie.

Dlatego jako dorośli ludzie lądujemy z całkiem pokaźną historię stłuczeń, blizn, sińców, w tym także emocjonalnych.

To zrozumiałe.

Do tego właśnie służy uzdrawianie naszego życia w wielu formach, żeby dać sobie to, czego kiedyś zabrakło. Dlatego sięgamy po rozwojowe treści. Dlatego czytasz ten tekst. Do tego służy rozwój.

Produktywność do tego nie służy. Oczywiście znajdzie się dla niej czas i miejsce, na przykład w pracy albo w trakcie robienia wiosennych porządków, natomiast jeśli chodzi o Twoje najbardziej bolesne i wrażliwe obszary życia wewnętrznego i ich uzdrawianie – daj sobie z spokój z produktywnością.


Podobał Ci się ten tekst? Daj znać w komentarzu :-)

Chcesz się nauczyć, jak podchodzić łagodnie i empatycznie do siebie i do innych?

Zapisz sie do newslettera

i zyskaj dostęp do darmowego mini-kursu
„Jak rozmawiać ze sobą i z innymi, żeby się dogadać, zrozumieć i nie ścigać na argumenty”

2 proste kroki:
Podaj adres email, a następnie kliknij w email potwierdzający, który do Ciebie wyślę :-)

Strona używa plików cookies do prawidłowego funkcjonowania, do celów analitycznych, marketingowych, społecznościowych. Pełna lista cookie wraz z ich opisem znajduje się w Polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na pliki cookies, kliknij w przycisk „Rozumiem i akceptuję”.

Nie zamykaj tego okna, treść Polityki Prywatności właśnie się wczytuje. Zza chwilkę się tutaj pojawi.