Co hamuje Twój rozwój? 4 przykłady i co na to poradzić

Co hamuje Twój rozwój? 4 przykłady i co na to poradzić
Rozwój to bieg z przeszkodami. A przeszkody mogą być różne. Sam rozwój rozkłada je na Twojej drodze, niekiedy robi to zrządzenie losu, czasami inni ludzie, ale bywa też tak, że te przeszkody stawiasz sobie sama.

Na szczęście, skoro sama sobie je tam ustawiłaś, to i sama możesz je stamtąd usunąć. Pierwszy warunek – musisz stać się tego świadoma.

Co może być taką przeszkodą? A zobacz sama:

  1. Szorstka miłość

    Samokrytyka ma świetną renomę i jednocześnie bardzo marne efekty – to tak w skrócie.

    A w wersji lekko rozszerzonej: przeważnie traktujemy samokrytykę jako narzędzie do motywacji, samodyscypliny i trzymania się w ryzach.

    Stoi za tym założenie, że kiedy pogonisz siebie kijem, poczekasz do ostatniej chwili z realizacją zadania, albo postawisz przed sobą ultimatum kary – to wtedy w końcu zechce Ci się cokolwiek zrobić.

    Otóż, możliwe, że faktycznie wtedy zrobisz cokolwiek, owszem, aż do następnego kijacha, którym będziesz musiała siebie znowu straszyć. I tak w kółko. A jeśli zależy Ci na zmianie jakości swojego życia, to polecam przemyślenie tej szorstkiej miłości do siebie.

    Skąd w Twojej głowie pojawił się pomysł, że najlepszą motywacją do życia i rozwoju jest unikanie kar (czytaj: kijach, ponaglenie, pretensje), a nie dążenie do nagród (marchewka, poczucie satysfakcji, zdrowie, samoakceptacja)? Czy może jest to pozostałość z Twojej przeszłości, którą zamiast zmieniać, ciągle sobie odtwarzasz? Czy chciałabyś tak podchodzić do kogoś bliskiego, na kim Ci zależy? Czy choćby próbując nauczyć swojego psa nowych sztuczek, zastosowałabyś ten sam mechanizm?

    Jeśli uciekanie od kar i wszelkich awersyjnych bodźców brzmi aż nadto znajomo, dalsze stosowanie tej metody staje się barierą w rozwoju, a nie jego napędem.

    Dopiero odejście od szorstkiej miłości odblokuje olbrzymie pokłady energii, przestrzeni i możliwości rozwojowych.

    Co na to poradzić? Ja to nazywam jednym wyrazem: autoempatia, ale Ty możesz mówić o tym w taki sposób, jaki Ci odpowiada: samoakceptacja, empatia do siebie, wyrozumiałość, stanie po swojej stronie. To umiejętność i szereg strategii, których możesz zacząć się uczyć w każdym momencie swojego życia.

    Nie mówię, że to będzie nauka łatwa, jednak na pewno rozwojowa. I zdecydowanie jest się czego uczyć, dlatego przygotowałam specjalnie dla Ciebie pakiecik psychoedukacyjny na temat autoempatii i samoakceptacji:

  2. Za dużo myślenia

    I nie chodzi mi o autorefleksję, ale o to, że ogólnie procesy intelektualne stawiasz o wieeeele wyżej, niż procesy fizjologiczne, jakie dzieją się w Twoim ciele.

    „Myśl pozytywnie”, „Szczęście to decyzja”, „Wybierz same pozytywne wibracje” i tym podobne bardzo oderwane od rzeczywistości hasła mogą się stać sporą barierą w Twoim rozwoju. Zwłaszcza jeśli w nie uwierzyłaś.

    Otóż nie. Poczucie szczęścia, rozwój, zadowolenie ze swojego życia, zdrowie psychiczne i fizyczne to nie jest po prostu decyzja do podjęcia.

    Kasza gryczana czy jęczmienna na obiad to jest decyzja. Natomiast subiektywne poczucie szczęścia, czy zaleczanie swoich traum to proces. W dodatku bardzo skomplikowany. W grę którego wchodzi dużo czynników.

    I jasne, jednym z nich są Twoje myśli i wybory. Ale równie ważnym jest stan, w którym się znajdujesz PODCZAS dokonywania tych wyborów.

    Zamiast mieć do siebie ciągłe pretensje, że nie zdecydowałaś się na szczęście (bo rzekomo to wyłącznie kwestia wyboru), zauważ, w jakim stanie znajdujesz się wtedy, kiedy podejmujesz ważne rozwojowe wybory w swoim życiu. Co się dzieje z Twoim oddechem albo tętnem, kiedy decydujesz się, żeby „wejść na scenę” albo wycofać się, zrezygnować i schować pod klosz.

    Czy przypadkiem nie jest tak, że daje o sobie znać lęk, stres, wstyd, krótki oddech, napięcie mięśni? Czy wręcz przeciwnie, czujesz się wyluzowana, spokojna, odprężona, zsynchronizowana z innymi ludźmi, akceptowana i bezpieczna?

    Strzelam, że raczej to pierwsze (nie pytaj skąd wiem). Otóż moja droga, ten stan nie bierze się z samych myśli. I tym stanem nie możesz zarządzać samymi decyzjami. Ten stan istnieje w Twoim ciele, w układzie nerwowym, który nie posługuje się językiem, a który jedyne, czego chce, to zagwarantować Ci bezpieczeństwo w taki sposób, na jaki potrafi.

    I to o tym często zapominamy. Wydaje nam się, że można usiąść i wymyślić oraz przegadać nowy sposób bycia i zachowania. No więc nie można. Trzeba jeszcze dodać do tego element doświadczania. Tak, żeby Twój ogranizm, w tym układ nerwowy, nauczył się nowego trybu funkcjonowania. I nie nauczysz go tego mówieniem, ale robieniem.

    Dlatego myślenie i mówienie choć bardzo potrzebne, kiedy nie jest wspierane pracą z ciałem, może stać się barierą w Twoim rozwoju.

    Co na to poradzić? Tu na początek polecam na przykład: terapeutyczną jogę, terapię tańcem, mindfulness (MBSR), oddychanie przeponą, czy cokolwiek z szeroko rozumianej terapii somatycznej.

    Doświadczanie na własnej skórze swojego rozwoju może okazać się trudniejsze, niż mówienie czy myślenie o nim. Jednocześnie to kluczowy element, jeżeli zależy Ci na tym, żeby iść do przodu.

  3. Zosio-samosiowanie

    Zosie-samosie to osoby, które nie przyjmują ani pomocy, ani wsparcia, ani nawet komplementów. Przy czym wykonują najcięższą robotę znaną człowiekowi – pracę nad własnym rozwojem. Jednocześnie myślą, że dadzą radę objąć to wszystko samemu. No i masz – kolejna bariera zlokalizowana.

    Zosie-samosie nie proszą o pomoc, a kiedy ta spada z nieba nawet bez proszenia, nadal stawiają jej opór. Ciężko im brać. Uwielbiają za to z siebie dawać. Rozdają pomoc, czas, uwagę, ciepło, miłe słowo i gotowy obiad do podgrzania.

    Proszenie i przyjmowania pomocy to konieczność w rozwoju. Na przykład dlatego, że rozwój bywa wyczerpujący i wymagający, więc wsparcie pomaga nie poddać się. Także dlatego, że krzywd często doznajemy w relacjach, stąd też leczenie odbywa się także w relacjach. Wreszcie, ponieważ przyjmowanie wsparcia samo w sobie jest rozwojowe.

    Prosząc o pomoc, wsparcie, rozmowę, mankiet do wypłakania przyznajesz się do tego, że czegoś nie umiesz, nie wiesz jak, nie rozumiesz i nie potrafisz czegoś zrobić. Czyli przyznajesz się do bycia człowiekiem, omylnym, nie-wszystkowiedzącym, nie-wszystkomogącym, ale zwykłym człowiekiem, który ma swoje ograniczenia. Który potrzebuje bliskości. I który rozumie, że nie da rady sam wszystkiego zrobić i że wcale nie musi sam wszystkiego robić. Czyli stajesz się kimś autentycznym. Dlatego warto zrzucić z siebie zbroję zosi-samosi.

    Co na to poradzić? Przede wszystkim wpuść trochę światła i świadomości na to, jak się zachowujesz wtedy, kiedy masz przyjąć dobre słowo, wsparcie, komplement, życzliwość? Jak reagujesz? W jaki sposób przyjmujesz prezenty? Co myślisz, kiedy dostajesz od losu więcej, niż się spodziewałaś? Dodatkowo spróbuj wejść w położenie osoby, która wyciąga do Ciebie rękę, a Ty ją odtrącasz. Weź pod uwagę: nie tylko przyjmujesz jej pomoc ale jednocześnie DAJESZ jej możliwość doświadczenia wielu pozytywnych emocji.

    I jeszcze jedna sprawa. “Raz się na kimś bardzo zawiodłam, więc jak mogę kiedykolwiek kogokolwiek jeszcze prosić o pomoc?” – miewasz takie myśli? Otóż wkrada się tu błąd myślowy, polegający na nierozróżnianiu prośby od żądania.

    Jeśli istnieje tylko jedna poprawna odpowiedź na Twoją prośbę, i musi być nią „tak”, to znaczy, że nikogo o nic nie prosisz, a wysuwasz żądanie. Zaś kiedy prosisz (a nie żądasz) kogoś o wsparcie albo pomoc, to druga strona ma pełne prawo do odmowy. I kiedy sięga po to prawo, to nie oznacza, że chce Ci wbić nóż w plecy, po prostu zależy jej na załatwieniu swoich spraw, zrobieniu zakupów albo remontu łazienki.

    Po rozszerzenie tematu zapraszam do poniższych tekstów:

  4. Przeglądanie się w mediach społecznościowych

    I nie chodzi mi o przeglądanie mediów. Chodzi mi dokładnie o PRZEGLĄDANIE SIĘ w nich. Jak w lusterku. Bierzesz koleżankę, jedną drugą, potem celebrytkę i przeglądasz się w nich, jakby były zwierciadłem.

    I śnieżna kula zaczyna się toczyć. Porównaniom nie ma końca. Nie musisz ich wypowiadać na głos, ba! – czasami nawet nie musisz sobie pomyśleć, ale wystarczy, że to, co widzisz gdzieś z tyłu głowy, bierzesz do siebie.

    No i mamy to. Kolejna potężna bariera na ścieżce Twojego rozwoju. Że to mocno podkreślę – rozwoju OSOBISTEGO.

    Nikt nie znajduje się w takiej samej sytuacji jak Ty.
    Nikt nie przeżył dokładnie tego samego co Ty.
    Nikt nie patrzy na świat z tej samej perspektywy co Ty.
    A to oznacza, że porównania, mimo że przychodzą nam tak łatwo, tracą na swojej użyteczności i realności.

    Oczywiście, żyjemy w grupach, patrzymy na siebie i porównujemy się. Nie ma w tym nic dziwnego. Dzięki temu zmieniamy się i adaptujemy.

    Jeśli zobaczę, że Ty użyłaś gliny do zbudowania domu, mocniejszego w porównaniu z moim, to może i ja zacznę jej używać.

    Problem polega na tym, że zdrowo i bezemocjonalnie nie porównujemy się już prawie wcale. A sposób, w jaki używamy porównań, psuje nam humor, perspektywy na przyszłość i poczucie własnej wartości. Zwłaszcza że na świecie żyje ponad 7,5 miliarda ludzi! Nawet jeśli pobieżnie szukasz, to są spore szanse na to, że znajdziesz kogoś mądrzejszego, szczęśliwszego i bogatszego od siebie. Nie ma problemu z taką populacją.

    Zwłaszcza że za pomocą internetu możesz się porównać nie tylko do rodziny i bliskiego grona znajomych, ale do mas! Dodaj do tego przeciętny czas, jaki spędzasz KAŻDEGO DNIA online. Efekt takich działań, do wyboru: zniechęcenie, umniejszanie własnej wartości, zazdrość, rezygnacja, bezsilność, poczucie niesprawiedliwości, złość, frustracja i żal „dlaczego ja tak nie mam?”.

    Tak, porównania to jeden ze skuteczniejszych sposobów na utrudnianie sobie własnego rozwoju. Działa! Jeżeli nic wcześniej nie zraziło Cię do pracy nad swoim rozwojem, to porównania to zrobią.

    Co na to poradzić? Nierealne byłoby, gdybym Ci powiedziała teraz „przestań się porównywać” – no takich bajek to ja nikomu nie wciskam. Cała sztuka polega na tym, żeby porównywać się sprawiedliwiej.

    Co to znaczy? A na przykład to, żeby nie porównywać swoich wad do czyichś zalet, zauważać, jak wielką masz konkurencję, nie porównywać nieporównywalnego, koniecznie weź pod uwagę, że nie wszyscy startujemy z tej samej pozycji i koniecznie pamiętaj, że porównywanie się to niebezpieczna zabawa.

    Wszystkie z tych punktów masz opisane w szczegółach w tekście pt. „Porównujesz się do innych? – to całkiem zrozumiałe. Tylko podejdź do tego bardziej świadomie”.

    A jeśli to jeszcze za mało, to zapraszam Cię tu: „O porównywaniu się do innych – jak zachować równowagę mimo wszystko”.


Patrząc na te 4 bariery w rozwoju, które z nich znasz i odczuwasz na sobie?

Chcesz się nauczyć, jak podchodzić łagodnie i empatycznie do siebie i do innych?

Zapisz sie do newslettera

i zyskaj dostęp do darmowego mini-kursu
„Jak rozmawiać ze sobą i z innymi, żeby się dogadać, zrozumieć i nie ścigać na argumenty”

po prostu podaj adres email i gotowe :-)

Strona używa plików cookies do prawidłowego funkcjonowania, do celów analitycznych, marketingowych, społecznościowych. Pełna lista cookie wraz z ich opisem znajduje się w Polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na pliki cookies, kliknij w przycisk „Rozumiem i akceptuję”.

Nie zamykaj tego okna, treść Polityki Prywatności właśnie się wczytuje. Zza chwilkę się tutaj pojawi.